Na kawie u kota, czyli popołudnie w Miau Cafe

“Obcując z kotem, człowiek ryzykuje jedynie to, że stanie się wewnętrznie bogatszy.” Colette

Od niedawna, na warszawskiej Woli, działa dość nietypowa kawiarnia. Jej nietypowość polega na tym, że oprócz pysznej kawy możemy dostać tam całkiem spory kawałek futrzanej miłości i to gluten free. Mowa o Miau Cafe, czyli kawiarni w której główną rolę grają koty. Koncept tzw. Cat Cafe nie jest nowy, i choć miejsca tego typu działają w wielu miastach na całym świecie pomysł wciąż może wydawać się dość kontrowersyjny.

Koci behawioryści wyliczają zagrożenia jakie mogą czekać na koty w tak specyficznym środowisku. Jednak wielu z nich zaznacza, że jeśli do tematu podejdzie się z głową już na etapie planowania to ryzyko wiele zagrożeń można znacząco zminimalizować. W całej tej dyskusji nie możemy zapominać, że koty tam obecne były bezdomne i na ogół nie trafiają do kawiarni na dożywocie. Misją takich miejsc jest bowiem znajdowanie im domów i promowanie adopcji. W międzyczasie koty będą miały zapewniony dach nad głową, pełną miskę, opiekę weterynaryjną, oraz kiedy sobie zażyczą – towarzystwo człowieka.

Zaciekawiona tematem postanowiłam zobaczyć jak kocią kawiarnią funkcjonuje w praktyce. Celowo wybrałam ”godziny szczytu”. Zamówiłam kawę i po jakichś 10 minutach oczekiwania na stolik, w końcu mogłam wejść na kocią salę. W środku było średnio tłoczno, a przy wejściu od razu przywitał mnie biało-rudy kot. Usiadłam do stolika i kolejną rzeczą, która rzuciła mi się w oczy były regulamin korzystania z ”kocich usług”, który ku pamięci rozdysponowany był na każdym stoliku. Regulamin mówi wprost: nie podnoś mnie, nie głaszcz kiedy tego nie chcę, nie rób zdjęć z fleszem, nie karm mnie. Dodatkowo na sali zwierzętom towarzyszył opiekun, który czuwał nad ich bezpieczeństwem. Sala jest tak zaprojektowana, że gdy koty znudzą się obecnością człowieka, mają swobodę oddalenia się do pomieszczenia przeznaczonego tylko dla nich. Mogą także przenieść się w miejsca sali znajdujące się poza zasięgiem gości. W czasie mojej wizyty część kotów spała, obecność gości najwyraźniej im nie przeszkadzała ponieważ zdecydowały się pozostać na sali. Pozostałe koty, jak to koty były mniej lub bardziej towarzyskie. Niektóre chodziły między stolikami i witały się z gośćmi, inne wdrapywały się na kolana i korzystały z drapania, a jeszcze inne wolały to co działo się za oknem.

Kawiarnia zachęca do adopcji, ale jest też świetną alternatywą dla osób, które z różnych powodów kota mieć nie mogą, a od czasu  do czasu chciałyby podrapać za uchem jakieś futro. Kawiarnię powinny odwiedzić także osoby, które myślą o posiadaniu kota, ale nigdy nie miały zbyt wiele okazji, żeby z kotem poprzebywać. Obserwacja wielu z nich jednocześnie pomoże lepiej poznać i zrozumieć zachowania tych zwierząt.

Podsumowując, uważam, że idea stojąca za kocimi kawiarniami jest zacna, ale bardzo dużo zależy od realizacji.  Jeżeli twórcy takich miejsc będą kładli realny nacisk na dobro zwierzaków, jestem przekonana, że zwierzęta będą w nich szczęśliwsze niż gdyby pozostały w schroniskowej klatce.

miau cafe 8Miau Cafe, ul. Zawiszy 14, Warszawa

miau cafe 2Każdy kot jest inny… jedne interesuje wielki świat…

miau cafe 2in1inne, drapanie po karku,…

Miau cafe 1a jeszcze inne… nic nie interesuje.

miau cafe 9Jeżeli rozważacie posiadanie kota, zachęcam  do rozważenia możliwości adopcji.

With love and peace,

A.

You may also like